***

Ostatnio w mediach dużo mówi się o filmie, który zrealizowałaś z Tomaszem Śliwińskim. Nasza klątwa znalazła się na shortliście do Oscara 2014. Opowiedz trochę o tym projekcie.

Nasza klątwa jest dokumentem, który powstał po urodzeniu naszego syna, Leo. Ukazuje pierwsze pół roku naszego wspólnego życia, konfrontację z jego chorobą i próbę oswojenia tytułowej klątwy, klątwy Ondyny, bo tak nazywa się ta choroba.

Co ten film zmienił w waszym życiu?

Ogromnie dużo zmienił. Kręcenie było naszą terapią i mobilizacją. Skoro już podjęliśmy decyzję, że nagrywamy, musieliśmy egzekwować od samych siebie konsekwencję. W czasie zdjęć nie byliśmy pewni czy komukolwiek pokażemy materiał, gdyż jest on bardzo intymny. Po zakończeniu procesu nagrywania, zdjęcia czekały ponad rok, aż Tomek zabrał się do realizacji pierwszej układki. Wtedy zgodnie uznaliśmy, że historia ma charakter uniwersalny i można ją pokazać ludziom. Obecnie film ma się bardzo dobrze, zdobywa nagrody, jeździmy cały czas z nim po świecie i docierają do nas bardzo pozytywne reakcje. Nasza klątwa pokazuje, że nawet bardzo trudna sytuacja, która się wydarza w życiu, może być przekuta na coś pozytywnego. Myślę, że dzieląc się naszą historią, dajemy nadzieję innym.

A jak się miewa Leo?

Leoś się ma świetnie, we wrześniu poszedł do przedszkola, jest naprawdę fajnym, pozytywnym dzieckiem.

W_ (1)

Jesteś fotografem. W Twoim życiu jest teatr, projekt Muzungu, współpraca z Agatą Serafin, jest też dokument i cykl autoportretów. Wydałaś ostatnio wspaniałą książkę ANIMA. OBRAZY Z AFRYKI 2005-2013. Skąd bierzesz na to wszystko czas?

Nie robię tego wszystkiego na raz, te działania były rozłożone w czasie. Z Agatą fotografowałam tylko do 2004 roku. Muzungu (co w języku swahili znaczy biały człowiek) to projekt, który został jedynie zaczęty. Mieliśmy z Tomkiem w planie stworzyć w celach komercyjnych bank zdjęć z podróży. Niestety nie udało się tego skończyć – urodził się Leo i nie dość, że nasze możliwości podróżnicze drastycznie się zmniejszyły, to najzwyczajniej w świecie zabrakło nam czasu. Ciągle priorytetowo szukam czasu na realizację swoich autorskich pomysłów. Na Animę udało mi się go znaleźć, mam nadzieję, że dam radę zrealizować również kolejne pomysły.

Mnie ciekawi, co ciebie charakteryzuje, jako fotografa? Czy takie nazywanie się nie jest potrzebne?

Uważam, że nazywanie się jest bardzo potrzebne. Oczywiście można wpaść w pułapkę zbyt radykalnego szufladkowania i spłaszczania pewnych zjawisk, jednak systematyzowanie i wynikające z niego porównywanie poszerza świadomość, zmusza do stawiania wielu pytań i szukania na nie odpowiedzi. Gdybym miała siebie określić…hmmm. Używam fotografii jako narzędzia do interpretacji rzeczywistości.

Robisz jeszcze autoportrety?

Chwilowo mam przerwę.

W_ (3)

Skąd w ogóle wzięła się w Twoim życiu fotografia?

Od zawsze mnie interesowała i chciałam się nią zajmować, jednak dopiero na ASP rozpoczęłam przygodę na poważnie.

Nie jest to szalony pomysł, żeby w kraju, w którym nie ma rynku fotograficznego, zajmować się fotografią artystyczną?

Nigdy nie miałam pomysłu, że będę zajmować się fotografią artystyczną, to się po prostu stało. A raczej to się zaczęło dziać. Niestety, nie jestem w stanie wyżyć z fotografii artystycznej, traktuję to raczej jako rodzaj pasji i realizacji wewnętrznej potrzeby. Daje mi ona poczucie wolności i spełnienia. Utrzymuję się z fotografii, ale nie o charakterze czysto artystycznym.

W_ (6)

Studiowałaś w Bratysławie i w Gdańsku. Jak te szkoły wpłynęły na ciebie, twoje zdolności postrzegania i przetwarzania rzeczywistości?

Studiowałam w Gdańsku, gdzie pracownię fotografii prowadził Witold Węgrzyn. Jego pracownia była bardzo dobra i bardzo ją lubiłam, dała mi gruntowne podstawy. Z kolei wyjazd do Bratysławy na kilkumiesięczne stypendium był ważny, bo skonfrontowałam się z innym spojrzeniem na fotografię, z inną filozofią. Ta konfrontacja była dla mnie przełomowa i niezwykle inspirująca. Mimo iż nie było to aż tak dawno temu, to były zupełnie inne czasy. Teraz mamy Internet i wiedza jest nieporównywalnie łatwiej dostępna.

Między innymi pamiętam wystawę studentów w Bratysławie. Jedna z prac składała się z czternastu portretów dziewczynek – fotografie w konwencji zdjęć paszportowych. Opis pracy informował, że siedem z nich popełniło bardzo brutalne morderstwo. Człowiek musiał się zmierzyć z tymi twarzami i sam sobie wskazać winne. Ta praca była dla mnie dosłownie rewolucyjna. Musiałam się zastanowić, co wnosi do pracy obraz, co wnosi tekst i przede wszystkim, co może wydarzyć się w głowie odbiorcy. Niestety, nawet nie znam autora tego cyklu.

W_ (10)

Myślisz, że fotografia dzisiaj może istnieć bez tekstu?

Tak.

A twoje zdjęcia?

Anima może istnieć bez tekstu. Są tam co prawda zdania wprowadzające do poszczególnych sekwencji, które mają na celu wprowadzać klimat i pobudzać wyobraźnię widza. Obrazy mogą jednak istnieć autonomicznie. Cykl ten nie jest dokumentem, mimo iż materiałem wyjściowym były fotografie dokumentujące rzeczywistość. Nie podaję miejsca i czasu wykonania fotografii, za to z fragmentów rzeczywistości (w którą nie ingeruję i której nie aranżuję) tworzę rodzaj kolażu, który jest moją interpretacją duchowości Afryki. Manipuluję na etapie zestawiania, łączenia ze sobą prac – tworzę nowe konteksty. Sporo jest też niedopowiedzeń, co z założenia miało też dać widzom pewną swobodę interpretacyjną.

Skąd się wzięła Afryka i Anima?

Pomysł wziął się ze snu. Jeszcze z czasów gdy byłam nastolatką. Obudziłam się i stwierdziłam, że muszę pojechać do Afryki. Wizję zrealizowałam po bardzo długim czasie, pewnie po kilkunastu latach. Pierwszy raz pojechałam do Etiopii, która mnie oczarowała. To przeczucie, że Afryka jest miejscem, do którego będę wracać sprawdziło się. Natomiast, jeśli chodzi o samą formułę fotografowania, to szukałam jej bardzo długo.

W_ (8)

Dużo materiału odrzuciłaś, zanim powstała książka?

Na początku ulegałam egzotyce i niezwykle atrakcyjnym, ale oczywistym obrazom. Potem, oglądając własne zdjęcia, zdałam sobie sprawę, że muszę w Afryce odnaleźć coś bardziej osobistego. Z każdym kolejnym wyjazdem co raz lepiej wiedziałam, czego szukam, jednak dopiero kilka ostatnich wyjazdów charakteryzowało planowe działanie. Tworzenie Animy to nie było tylko poszukiwanie drogi fotograficznej, to było poszukiwanie drogi w ogóle. Musiałam sobie odpowiedzieć na wiele pytań, między innymi, co mnie w tej Afryce pociąga.

A co to jest?

Autentyczność . Surowość. Transcendencja. Archetypiczność. Połączenie z naturą. Małe społeczności. Nie chcę jednak idealizować Afryki. Nie wszędzie znajduję to, czego szukam. Niektóre moje doświadczenia są trudne i nieprzyjemne, często towarzyszyło mi poczucie frustracji i wyobcowania. Przeraża mnie tam wiele rzeczy (brak edukacji, bieda, wyzysk, analfabetyzm). Jednak ponad to wszystko, Afryka jest kopalnią wiedzy o człowieku, o stosunkach międzyludzkich. Daje wielką lekcję pokory.

Wrócisz jeszcze do Afryki?

Mam nadzieję! Szykują się dwa duże projekty międzynarodowe, do udziału w których jestem zaproszona. Oby się udało.

W_ (5)

 

Z Magdaleną Hueckel rozmawiała Gabriela Szewczyk.

fot. Karolina Moskała