Przedstawiamy kolejny przeprowadzony dla FotoBzik wywiad z fotografem. Tym razem Gabrysia Szewczyk rozmawiała z Karoliną Jonderko, gościem grudniowego spotkania z cyklu !ART COME OUT! Zapraszamy do lektury.

Wolę opowiadać o ludziach bez ludzi

Wywiad z Karoliną Jonderko

Sporo jest wokół ciebie teraz szumu, twoje prace były nagradzane na Grand Press Photo i Photo Annual Award 2013, zostałaś okrzyknięta odkryciem roku i nadzieją polskiej fotografii.

To jest bardzo miłe i motywujące. Dobrze, że są publikacje o tym, co robię, bo to promuje takie zdjęcia jak Zaginieni.

Masz sygnały o wymiernych efektach tego projektu?

Z tego, co wiem ITAKA po projekcie zaczęła dostawać więcej telefonów z informacjami. Nie wiem, czy sprawdzany jest odsetek, o ile mniej osób ginie. Projekt ma globalny wymiar, będą kolejne wystawy we Francji i w USA. Myślę, że prędzej czy później to przyniesie rezultat. Gdyby ktokolwiek z tych ludzi się odnalazł, to byłoby wielkie szczęście, a nawet, jeśli nikt się nie znajdzie, to może świadomość ludzi o zaginięciach się zmieni, mniej nastolatków będzie uciekać z domów. Może ktoś zrozumie, jaką krzywdę wyrządziłby innym, wychodząc z domu i nie odzywając się.

5P4A8258

Dlaczego podjęłaś temat ludzi zaginionych?

To był niesamowity zbieg okoliczności. Na pomysł fotografowania pokoi osób zaginionych wpadłam w pociągu czytając książkę „Nostalgia Anioła” Alice Sebold. Trzy dni później ITAKA sama do mnie zadzwoniła z propozycją wzięcia udziału w wystawie o depresji. Na wernisażu opowiedziałam o swoim pomyśle dyrektor fundacji i tak zaczęła się nasza współpraca. Zdjęcia robiłam w trakcie terapii po śmierci mojej mamy, dla mnie to miało wymiar uzdrawiający. Przyjeżdżając do tych ludzi, rozmawiając z nimi miałam poczucie, że wzajemnie sobie pomagamy. Do dziś mam kontakt z większością rodzin. Myślę, że zaginięcia mają u nas taki wymiar, bo ludzie są zbyt zajęci swoimi sprawami. Zawsze mamy za mało czasu, wszędzie się śpieszymy. Do mnie to dotarło, kiedy na PKP spotkałam nastolatkę – dziewczyna miała od płaczu mokre rękawy. Nie pytałam o nic, tylko dałam jej chusteczki. Popatrzyła na mnie i nie dowierzała, że ktoś ją zauważył. Sama byłam osobą, która bardzo dużo płakała w miejscach publicznych i nigdy nikt do mnie nie podszedł. Nigdy nikt mnie nie spytał, czy wszystko jest w porządku, czy nie potrzebuję pomocy.

Miałaś jakieś obawy przed zrobieniem tych zdjęć, na przykład, że rodziny mogą poczuć się w jakiś sposób wykorzystane?

Oczywiście, dlatego odnajdowaniem rodzin zajęli się psychologowie z ITAKI. Dzwonili i pytali, czy zgodzą się brać w tym udział. Była jedna kobieta, do której miałam przyjechać, ale potem zmieniła zdanie i powiedziała, że nie chce, żeby jakaś studentka zrobiła sobie projekt na jej nieszczęściu. Powiedziałam jej, że dobrze ją rozumiem i że to nie są moje intencje, żeby zrobić na tych zdjęciach zaliczenie, czy jakoś zaistnieć. Wyjaśniłam sytuację, podziękowałam i życzyłam szczęśliwego rozwiązania sprawy.

5P4A8267

Często wracasz do zdjęć, które zrobiłaś?

Rzadko, ostatnio na potrzeby prezentacji w Krakowie, wyciągnęłam zdjęcia mojego psa, ale raczej do nich nie wracam. Od psa zaczęła się moja fotografia, bo to była futrzana miłość mojego życia.

Powiedziałaś kiedyś, że naprawdę zaczęłaś fotografować dopiero po śmierci twojej mamy.

Tak, zaczęłam fotografować świadomie. Zaczęłam fotografować to, co czuję, a nie to, co widzę. Wcześniej nie przyszłoby mi nawet do głowy, żeby zdawać do filmówki. Prawie rok po śmierci mamy w ogóle nie robiłam zdjęć, ale pewne sytuacje zaczęły mi się śnić. Jest wiele fotografii, których nie zrobiłam, a które mi się śnią. Części z nich nie jestem w stanie wykonać ze względów finansowych. To są sytuacje, które musiałabym wytworzyć, ale kiedyś je zrealizuję. Fotografię pustego łóżka z portretem mojej mamy na ścianie zrobiłam właśnie dlatego, że to ciągle do mnie wracało. Odtworzyłam dokładnie to, co się stało, kiedy przyjechali panowie z zakładu pogrzebowego i ją zabrali. Później sprzątnęli też to łóżko, na którym leżała. Kiedy mama umarła, nawet nie myślałam o zrobieniu zdjęcia, choć tata zapytał mnie, czy chcę to zrobić – dla mnie ciało bez życia jest przerażające. Wolę opowiadać o ludziach bez ludzi.

Co to za zdjęcia, których jeszcze nie zrobiłaś?

Od trzech lat mam w głowie pewien projekt, nawet wiem jak to wykonać. Na razie nie chcę o tym mówić, bo to są bardzo trudne i osobiste zdjęcia, ale kiedyś je zrobię.

5P4A8282

Nie myślałaś o tym, żeby sięgnąć po aparat wcześniej, kiedy mama jeszcze żyła? Co myślisz o zdjęciach Merendino, który udokumentował walkę swojej żony z rakiem piersi, czy o fotografiach Avedona, który portretował swojego chorego ojca?

Miałam niecałe dwadzieścia lat, kiedy mama zachorowała. Ona się strasznie zmieniła w czasie choroby, później już nie przypominała siebie. Nawet mi to do głowy nie przyszło, że mogę w tym momencie fotografować. Gdyby teraz to się działo, to może tak, choć nie jestem przekonana. Byłam jedyną osobą w domu, która prowadziła samochód, więc na wszystkie zabiegi z mamą jeździłam ja. Te wizyty na onkologii w Gliwicach, siedzenie po jedenaście godzin w kolejce i patrzenie na chore dzieci, na ludzi z różnymi odmianami nowotworu, na ogromne cierpienie, dla mnie to było tak silne przeżycie, że po jakimś czasie jeżdżenia z mamą zostawałam w aucie, bo to było nie do zniesienia. Niedawno byłam w Indiach i tam też praktycznie nie robiłam zdjęć ludzi, a widziałam sceny wyjęte prosto z World Press Photo – dzieci bawiły się w rynsztokach, noworodki leżały na betonie. Ja nie mam takiej psychiki. Patrzyłabym na to zdjęcie i się zastanawiała, co się z tym dzieckiem stało. Nie potrafię zrobić zdjęcia i odejść, choć uważam, że robienie takich zdjęć jest bardzo ważne, by uświadamiać ludziom, co się dzieje na świecie.

Mówiłaś wielokrotnie, że fotografia ma dla ciebie terapeutyczne znaczenie. Czy jeśli te zdjęcia zostałyby w szufladzie, to miałoby dla ciebie taki sam sens?

Portret z matką miał zostać w szufladzie, ale się wydostał i cieszę się, że tak się stało. Odbiór jest niesamowity, czego się kompletnie nie spodziewałam. Spodziewałam się bardziej wyśmiania i niezrozumienia, a wyszło zupełnie inaczej, jest tyle osób dookoła, które przeżyły podobne sytuacje, tylko ja znalazłam sposób, żeby sobie z tym radzić przez fotografię.

5P4A8341

Twoje fotografie są proste formalnie, ale bardzo emocjonalne. Skąd czerpiesz wzorce?

Ja strasznie lubię czystość w zdjęciach. Wszystko robię jak najczyściej, bez zbędnych detali. Dlatego tak mnie zafascynował dokument. Kiedyś, jak patrzyłam na krzaki Andrzeja Kramarza (projekt Kawałek ziemi), to myślałam – o Boże, krzaki, ale jak się przeczyta, co się w tych krzakach wydarzyło, to robisz – wow, wtedy tego nie rozumiałam, a teraz właśnie te zdjęcia proste formalnie najbardziej do mnie trafiają. Czysty przekaz plus tekst. Może ta formalna prostota jest wynikiem porządkowania mojego życia z totalnego chaosu, letargu, cierpienia. Wyrzucam zbędne myśli i formuję mój świat jak najprościej. Po śmierci mamy robiłam tylko czarno-białe zdjęcia, ale wróciłam do koloru. Kolor w zdjęciach dokumentalnych jest bardzo istotny – jak przygotowywaliśmy wystawę Zaginieni w Holandii, to dotarło do mnie, że Polacy malują pokoje albo na zielono albo na pomarańczowo, była tylko jedna ściana żółta i dwie białe.

Bogdan Konopka w wywiadzie, którego udzielił Hannie Gizie, powiedział, że jeśli jest się autorem jakiegoś zdjęcia, to powinno się o nim jak najmniej mówić, ponieważ i tak pierwszą i ostatnią instancją jest osoba, która ogląda to zdjęcie. Co o tym myślisz, jakie są twoje intencje fotografowania?

Zanim odkryłam dokument też tak myślałam, że zdjęcie musi mówić samo za siebie. Cykl Zaginieni nie mógłby funkcjonować bez tekstu, albo bez tytułu, a zdjęcia moje w ubraniach mojej mamy już w ogóle. Widziałam na wystawie ludzi, którzy nie czytali opisów i mieli świetny ubaw z ubrań, które miałam na sobie. Dopiero później, jak ktoś doczytał kawałek, to wracał, czytał całość i kompletnie zmieniała się atmosfera. Jeżeli chodzi o fotografię dokumentalną, to tekst jest dla mnie ważny.

5P4A8310

Realizujesz przede wszystkim społeczne tematy.

Tak, ale jeśli ktoś by się do mnie zgłosił z jakimś tematem komercyjnym, to chętnie go podejmę. Ja lubię zadania, choć nie wyobrażam sobie, żebym z moim gustem mogła robić modę.

Jakie są twoje najbliższe plany?

W tym roku kończę filmówkę, więc aktualnie siedzę nad miagisterką. Bardzo bym chciała wydać książkę fotograficzną z projektu Zaginieni, zacząć wcielać w życie kolejne pomysły. Muszę tylko wykombinować jak na to wszystko zebrać fundusze.

5P4A8333

Z Karoliną Jonderko rozmawiała Gabriela Szewczyk

fot. Karolina Moskała

II edycja Projektu Przetwórnia – trwa nabór projektów.