Ważniejsza niż moment jest przestrzeń

Pamiętasz imię mężczyzny z kanapką ze zdjęcia nagrodzonego na World Press Photo?

Nie wiem, nigdy nie pytałem go o imię. Miał pozostać anonimowy. Później też nie chciałem się dowiadywać.

Jakie jest Twoje podejście do konkursów?

Dwuznaczne. Dobrze jest, gdy ktoś cię wyróżnia. Konkursy budują hierarchię – ktoś jest dobry, a ktoś jest mniej dobry. Zdaję sobie sprawę, że to jest bardzo uznaniowe. Jest to jakiś system, w którym tkwimy wszyscy, ja również i trudno byłoby mi z niego zrezygnować.

Myślisz, że nie ma innej drogi?

Wiesz co, drogi inne są, natomiast myślę, że nie ma w Polsce źródeł takich autorytetów, które by mówiły, co jest dobre, a co nieciekawe. Nie ma prasy fotograficznej, nie ma krytyki fotograficznej.

IMG_ (5)

Adam Mazur uznał Cię za jednego z najciekawszych polskich fotografów.

Ok, ale nie ma innego krytyka, który mógłby wyznaczyć swoją setkę. Nie ma też prestiżowych miejsc, gdzie wystawiałoby się fotografię. Rafał Milach miał w Zachęcie wystawę, czasami coś pojawi się w CSW w Warszawie. Poza jeszcze kilkoma przypadkami to w zasadzie tyle.

To nie znaczy, że nie dzieje się dużo. Wręcz przeciwnie, tyle tylko, że dzieje się to w jednym środowisku, pomiędzy kilkoma niedużymi instytucjami. Fotografia jest raczej niszową dziedziną twórczości.

Wróćmy do serii Twoich zdjęć w korporacji, z jakim założeniem tam wchodziłeś?

Chciałem pokazać różne nowoczesne przestrzenie, miedzy innymi korporację. Wyobrażałem sobie, że to będzie przestrzeń zimna i czysta, że będzie bardzo dużo ludzi ubranych w garnitury, ale okazało się, że tak nie jest, że ci ludzie nie mają kontaktu z klientami bezpośrednio, więc nie muszą się ubierać ładnie, że pracują przez Internet i telefon i że mogą tę przestrzeń dookoła siebie zagospodarowywać tak, jak chcą. Projekt powędrował później właśnie w tę stronę – jak ludzie urządzają przestrzeń dookoła.

IMG_ (7)

Spędziłeś tam jakiś czas, nie wchodziłeś z tymi ludźmi w żadne interakcje?

Łącznie praca nad tym materiałem trwała ponad rok. Robiłem zdjęcia w kilku miejscach. To wyglądało tak, że dzwoniłem do firm i opowiadałem im, o co mi chodzi. Oni albo się godzili mnie wpuścić, albo nie. Jeżeli się godzili, to przychodziłem i najczęściej ktoś z PR-u, czy innej komórki, odpowiedzialnej za mnie, oprowadzał mnie. To był bardziej taki spacer przez całą tę przestrzeń. Byłem z zewnątrz – wchodziłem, patrzyłem, robiłem zdjęcia, wychodziłem i za miesiąc wchodziłem do innej korporacji. Zaprzyjaźnić się, czy lepiej się poznać udało mi się dopiero później, pracownicy jednego z biur sami do mnie zadzwonili i zaprosili do siebie.

Zadzwonili, bo wiedzieli, że robisz ten materiał?

Tak, zdjęcia ukazały się w Dużym Formacie i jak je zobaczyli, to stwierdzili, że mają jeszcze fajniejsze przestrzenie, jeszcze większy bałagan – to właśnie tam miałem największy luz. Powstało z tego kilka zdjęć, które dołożyłem do całości.

IMG_ (8)

Co myślisz o takim podejściu, że żeby zrobić dobre zdjęcie, to trzeba być wystarczająco blisko? Czy to jest nonsens?

Sens i nonsens. Ja nie staram się być radykalny w podejściu, uznaję wielość. Wiele moich zdjęć powstało przez to, że ktoś był blisko, ale też wiele zdjęć powstało przez to, że ktoś był daleko. Wyobrażam sobie dobry materiał zrobiony z dystansem, jak i ciekawy materiał robiony z bliska. To też zależy jak tę bliskość definiujemy, czy mamy na myśli bliskość fizyczną, emocjonalną czy inną.

Kiedy znajdujesz się w centrum jakichś wydarzeń, to czy starasz się usprawiedliwić w jakikolwiek sposób obecność aparatu? Czy to jest dla Ciebie problematyczne?

Mało teraz robię takich zdjęć. Ale kiedy robiłem, to raczej nie zwracano na mnie wielkiej uwagi. Nikt nie brał mnie za kogoś, kogo należałoby się bać. Jak robię zdjęcia, to staram się, żeby nikt na mnie nie zwracał uwagi.  Ale były też takie sytuacje, że ktoś był o jakieś zdjęcie zły. Wiele było takich kadrów, gdzie z obawy przed reakcją nawet nie wyciągnąłem aparatu. Często miałem do siebie złość o to, czego nie zrobiłem.

W ostatnich latach w Polsce wzrosła obawa w związku z wykonywaniem fotografii. Wiąże się to z Internetem – jest lęk, że jeśli zostanie zrobione zdjęcie, nawet przez amatora, to może ono zostać gdzieś wrzucone, opublikowane, a potem powielone tysiące razy.

Jest też dużo miejsc gdzie fotografii teoretycznie nie wolno wykonywać, np. galerie handlowe.

IMG_ (11)

Realizujesz teraz jakiś projekt fotograficzny?

Od roku pracuję nad kilkoma seriami zdjęć, które dotyczą współczesności. Chciałbym, żeby każdy z nich mówił o jakimś problemie globalnym, ale zdjęcia wykonuję bardzo blisko domu, szukając przejawów tych problemów w rzeczywistości, w której żyję. Wszystko obraca się wokół wiedzy o świecie, mediów, Internetu, kryzysu.

Fotografia jest wystarczającym narzędziem ilustrującym?

Każde medium jest inne. Tak się złożyło, że pracuję z fotografią, ale też czuję jej ograniczoność. Ostatnio często proszę kogoś, żeby coś mi napisał, bo same zdjęcia nie mówią dokładnie tego, co ja chciałbym powiedzieć. Zrobiłem też kilka multimediów.

Każde zdjęcie jest jakimś wyborem. Zastanawiam się, co Ciebie interesuje i jak zmieniały się Twoje wybory odkąd zacząłeś fotografować?

Wybory, oczywiście, że się zmieniają. Na początku fotografowałem wszystko, później przyszła do mnie myśl, żeby fotografować ludzi. Zaczynałem więc od klasycznej, czarno-białej fotografii analogowej. Zobaczyłem zdjęcia Koudelki i to na mnie mocno wpłynęło. Później różnie się to zmieniało. Weźmy na przykład pracę nad materiałem o Polsce. Kiedy pracowałem w gazecie, miałem gdzieś z tyłu głowy, że gromadzę pewnego rodzaju mocno absurdalne i sytuacyjne fotografie, zrobione podczas różnego rodzaju imprez i wydarzeń. Te zdjęcia zaczęły mi się układać w całość, więc stwierdziłem, że warto myśleć właśnie w ten sposób i takich sytuacji szukać. Później zacząłem fotografować miejsca i byłem przekonany, że uda mi się te zdjęcia jakoś połączyć. Ostatecznie odrzuciłem wiele mocnych, sytuacyjnych zdjęć i wybrałem raczej te krajobrazowe.

IMG_ (13)

Dlaczego?

Bo z upływem czasu okazało się, że ważniejsza jest przestrzeń niż moment.

Co to znaczy?

Nie chcę tworzyć jakiejś tezy na podstawie jednostkowego zachowania kogoś, tylko pokazać przestrzeń, która jest budowana przez większy kontekst. To jest bardziej prawdziwe i mniej uderzające w jedną konkretną osobę.

Jak idziesz ulicą, to co widzisz? Potrafisz przestać szukać?

To jest trudne, ale nie noszę aparatu na co dzień.

Opava jest dobrym miejscem dla reportażysty? Na jakim etapie studiów jesteś?

Piszę pracę o polskiej przestrzeni w fotografii dokumentalnej po 2000 roku. Obronę mam w tym roku. Czy Opava jest dobry miejsce dla fotografa…? To zależy kto czego szuka. Dla mnie największą zaletą jest to, że dzięki studiom mam masę nowych znajomych.

IMG_ (10)

Gdzie jeszcze albo od kogo chciałbyś się uczyć?

Poszedłbym na jakieś praktyczne studia, na prawo na przykład.

A z fotografii da się żyć?

Myślę, że trudno. Taka ogromna podaż fotografii i aparatów powoduje, że jej wartość się obniża. Jesteśmy obecnie w momencie wielkiej niewiadomej. Ten zalew różnej jakości zdjęć może spowodować zarówno powstanie potrzeby szukania tego, co wartościowe i wyjątkowe i gotowości płacenia za to, ale może być też i tak, że po tej powodzi mało już zostanie.

Z Tomaszem Wiechem rozmawiała Gabriela Szewczyk.

P.S.

Za tekst dziękujemy Gabrieli Szewczyk.

Za fotografie Karolinie Moskale.